|
|
|
Kazik Staszewski - "Teraz nic mnie nie wkurza" |
|
Joanna Weryńska: Jesteś znany przede wszystkim jako autor tekstów piosenek, które śpiewasz z zespołami: Kultem, El Dópą i Buldogiem. Czy pisanie felietonów pomaga w tworzeniu utworów muzycznych?
Kazik Staszewski: To dwie zupełnie oddzielne sprawy. W felietonie najważniejszy jest temat. Piosenka musi przede wszystkim dobrze brzmieć, dawać określone wibracje muzyczne.
Kiedy zacząłeś pisać felietony - i co daje Ci tworzenie tych tekstów?
Najprościej mówiąc, kasę. Gdyby mi za ich pisanie nie płacono, to na pewno bym tego nie robił. Pierwszy powstał około 1993 roku. Wtedy dostałem propozycję od gazety "Tylko Rock", żeby napisać im jakiś artykuł. To był "mój pierwszy raz". Potem moje felietony publikowała "Machina", "Gazeta Wyborcza" i jeszcze kilka innych pism. Pisanie felietonów to dla mnie forma samodyscypliny, której brakuje mi jako muzykowi. Jeśli decyduję się poruszyć jakiś temat "na czasie", wiem, że artykuł musi być gotowy w określonym terminie. Jako artysta nie mam takiego obowiązku, jestem wolny.
Zarówno w wypowiedziach, jak i piosenkach czy felietonach, używasz ostrego języka. Uważasz, że to najlepszy sposób na krytykę głupoty czy absurdów w świecie polityki?
Wcale bym nie powiedział, że to taki ostry język. Nazwałbym go raczej stylem barokowym. Zresztą w felietonach raczej nie stosuję wulgaryzmów. Częściej w tekstach piosenek, zwłaszcza tych nagrywanych przed laty z Kultem. Prawdopodobnie byłem pierwszym artystą, który śpiewając użył słowa kurwa i skurwysyn. Teraz już nie ma w tym nic oryginalnego. Znam zespoły, które stosują mocniejsze określenia.
Dlaczego w takim razie "Gazeta Wyborcza" nie chciała wydrukować tekstu "Zoo jednak działa" - felietonu, który teraz zamieszczony został w "Niepiosenkach"?
Bo skrytykowałem w nim rządy Aleksandra Kwaśniewskiego, a to był czas, kiedy na prezydenta nie można było pisać nic brzydkiego. Ten felieton spowodował, że rozwiązałem współpracę z "GW".
A jak udawało Ci się przemycać na scenę kontrowersyjne teksty w czasach cenzury? W "Kulcie Kazika", książce Leszka Gnoińskiego, powiedziałeś: "Wizyty w cenzurze miło wspominam, jaja były niezłe". Jaka jest różnica między obecną sytuacją a tamtą? Mamy wolność słowa czy nie?
Teraz pisze się to samo, tylko konsekwencje są inne. W epoce PRL-u, kiedy na koncertach Kultu pojawiał się cenzor, to trzeba było go upić wódką. Dzięki temu do końca występu siedział na zapleczu. Obecnie konsekwencje są innego typu. Obrażając kogoś można wylądować w sądzie. Ostatnio byłem tam ciągany za piosenkę "Jeszcze Polska nie zginęła. Zarzucono mi, że zbezcześciłem hymn Polski.
A co aktualnie najbardziej Cię wkurza w polityce albo w polskiej rzeczywistości?
W tej chwili nic. świeci słońce, a ja stoję sobie na łące niedaleko mojego domu. Lepiej być nie może.
Czujesz się spełniony? Jako muzyk osiągnąłeś już wszystko. Twoje płyty rozchodzą się błyskawicznie, masz tłumy fanów. O czym teraz marzysz?
Żeby wreszcie nauczyć się porządnie grać na gitarze. A prywatnie chciałbym schudnąć. Strasznie łatwo przybieram na wadze. To chyba jest jakoś genetycznie uwarunkowane. Mój ojciec też miał tego typu problemy. Nie zamierzam jednak katować się na siłowni ani uprawiając jogging.
Skoro mówisz o swoim wyglądzie... Często zmieniasz fryzury. Miałeś już na głowie irokeza i dredy. Czy to kreacja artystyczna?
Na szczęście nie pracuję w biurze, gdzie trzeba codziennie chodzić pod krawatem. Nie mam też własnego stylisty. W ogóle uważam ten zawód za niepotrzebny. Sam sobie od czasu do czasu coś robię z włosami. Mam to szczęście, że nie łysieję, więc mogę trochę poeksperymentować.
Nad czym teraz pracujesz?
Kończymy przygotowania do nowej płyty "Kultu". Dwie ostatnie były niedobre, więc ta musi być super. I chyba będzie, bo kilka piosenek już nieźle kręci nas na próbach.
Rozmowę przeprowadziła Joanna Weryńska,
Wywiad ukazał się w gazecie "Gazeta Krakowska" - 2 lipca 2008 |
|
Brak dodanych komentarzy. Może czas dodać swój?
|
|
|
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
|
|
|
|